Cebula jest warzywem podejrzanym filozoficznie. Ziemniak przynajmniej uczciwie siedzi pod ziemią i niczego nie udaje. Marchew demonstruje swą pomarańczowość bez metafizycznych komplikacji. Ogórek, jak już wiemy, wikła się wprawdzie w problemy fermentacji, ale zasadniczo pozostaje bytem pogodnym.
Cebula natomiast składa się z tajemnicy. Bierzemy ją do ręki i widzimy zamkniętą całość. Okrągłą, spokojną, pozornie jednolitą. Wystarczy jednak nóż, aby jedność okazała się złudzeniem. Pod pierwszą warstwą znajduje się druga, pod drugą trzecia, pod trzecią następna. Człowiek zaczyna więc podejrzewać, że gdzieś musi znajdować się cebula właściwa. I tutaj zaczynają się kłopoty.
Gdzie mieszka cebula?
Obieramy. Warstwa po warstwie. Każda warstwa jest cebulą, ale żadna nie wydaje się cebulą ostateczną. Nie możemy wskazać momentu, w którym skończyła się powierzchnia, a zaczęła istota. Jeżeli będziemy dostatecznie konsekwentni, cebula ostatecznie zniknie. To drobny kuchenny skandal ontologiczny.
Poszukując istoty rzeczy, doprowadziliśmy do unicestwienia rzeczy. Może więc cebula nie posiada istoty ukrytej pod warstwami? Może jest właśnie relacją swoich warstw: strukturą bez uprzywilejowanego centrum, istniejącą tak długo, jak długo jej elementy pozostają ze sobą w określonej konfiguracji?
Cebula niewątpliwie byłaby w tej sprawie relacjonistką. Gdybyśmy dali jej spokój.
Poznanie, które szczypie
Ale nie dajemy. Bierzemy nóż. I wtedy cebula przechodzi do kontrataku. Nie jest to wyłącznie poetycka metafora. Przecięcie jej tkanek uszkadza komórki i umożliwia kontakt enzymów ze związkami zawierającymi siarkę. W następstwie reakcji powstaje lotny czynnik łzawiący, który dociera do powierzchni oka i wywołuje reakcję ochronną: łzy. [scihub101.com], [sciencetimes.com]
Oto fenomenologia w postaci czystej. Podmiot poznający narusza przedmiot, a przedmiot natychmiast zmienia podmiot poznający. Nie można już udawać neutralnego obserwatora. Patrzysz na cebulę, ale cebula właśnie spowodowała, że patrzysz inaczej. Przez łzy.
Łza bez smutku
I tutaj cebula dokonuje rzeczy prawdziwie przewrotnej. Człowiek płacze, choć nie jest smutny. Łza, którą kultura uczyniła symbolem cierpienia, straty, wzruszenia i rozpaczy, okazuje się nagle czymś znacznie prostszym: fizjologiczną odpowiedzią organizmu na pojawienie się drażniącej substancji.
To doświadczenie pouczające. Nie każda łza opowiada historię. Czasami łza jest tylko relacją pomiędzy okiem, powietrzem, związkiem chemicznym i cebulą leżącą na desce. A przecież dla kogoś, kto wszedłby właśnie do kuchni, obraz byłby jednoznaczny: człowiek stoi i płacze. Oto mała lekcja pokory interpretacyjnej.
Widzimy zjawisko. Natychmiast dopisujemy do niego sens. Cebula odpowiada: spokojnie, filozofie. To tylko chemia.
Przemiana
Potem wrzucamy cebulę na patelnię. I dzieje się kolejna rzecz niezwykła. To, co przed chwilą było ostre i agresywne, pod wpływem przygotowania staje się łagodne, aromatyczne, słodkawe. Cebula nie przestaje być cebulą. Zmienia jednak sposób, w jaki istnieje dla innych składników. I tutaj właśnie ujawnia się jej relacyjna doniosłość. Cebula prawie nigdy nie chce być samotna.
Wchodzi w relację z masłem, oliwą, czosnkiem, mięsem, grzybami, ziemniakami. Znosi własną wyrazistość, aby wydobywać wyrazistość innych. Nierzadko przestajemy ją nawet dostrzegać, choć bez niej całość smakowałaby inaczej. Może zatem dojrzałość cebuli polega na tym, że nie domaga się widzialności, aby mieć znaczenie.
Fenomenologia cebulowa
Cebula uczy więc trzech rzeczy. Że poszukując istoty pod warstwami, możemy przeoczyć fakt, iż istotą była konfiguracja warstw. Że poznanie nie jest neutralne, ponieważ dotknięcie rzeczy zmienia zarówno rzecz, jak i poznającego. I że łzy nie zawsze znaczą to samo, nawet jeśli wyglądają identycznie.
A przede wszystkim przypomina, że spotkanie zawsze pozostawia ślad. Człowiek kroi cebulę. Cebula doprowadza człowieka do łez. Potem człowiek smaży cebulę. A wieczorem oboje uczestniczą już w zupełnie innej konfiguracji świata. Najczęściej z ziemniakami.

Dodaj komentarz