Beauvillon Dry, Vin de France, rocznik brak, w cenie 17,99 PLN za butelkę (1 litr), do kupienia wszędzie w różnistych sklepach (czerwone wytrawne, szczepy: brak). Butelkowane przez Beauvillon – Francja.
Najpierw cytaty. „Nazwa „Vin de France” (VDF) powstała w 2009 roku w ramach wspólnej organizacji rynku win w Europie, zastępując określenie „Vin de Table”. VDF są również określane jako „wino bez oznaczenia geograficznego” (VSIG). Każde wino produkowane we Francji, które nie jest objęte chronioną nazwą pochodzenia (AOP, stary AOC) lub chronionym oznaczeniem geograficznym (IGP, stary Vin de Pays), jest zatem z definicji VDF. (La dénomination « Vin de France » (VDF) a été créée en 2009 dans le cadre de l’organisation commune du marché du vin en Europe, remplaçant la mention « Vin de Table ». Les VDF sont également désignés en tant que « vin sans indication géographique » (VSIG). Tout vin produit en France qui n’est pas accueilli par une appellation d’origine protégée (AOP, les anciens AOC) ou par une indication géographique protégée (IGP, les anciens Vin de Pays) est donc par définition un VDF.)”
I dalej: „To niewdzięczna kategoria win, bo można tam znaleźć wszystko. Od najbardziej obrzydliwych sfermentowanych soków owocowych, których marek nie będziemy tutaj reklamować, po resztki ze starych upraw winorośli… Wszystko tam jest. Vin de France to synonim „wielkich czerwonych, które zostawiają plamy” i nieproporcjonalnie wielkich plonów z przemysłowych upraw zbieranych od dziesięcioleci. Czasami można zapomnieć, że istnieją inne powody, dla których wino (takie prawdziwe!) mieści się w tej samej kategorii. (C’est une catégorie de vin ingrate, parce que l’on y trouve justement de tout. Des plus abominables jus de fruits fermentés dont nous tairons les noms (de marque) ici, aux pépites de la viticulture ancestrale… Tout y est. Synonyme de « gros rouges qui tâchent » avec les rendements démesurés d’une viticulture industrialisée depuis des décennies, on oublie parfois qu’il y ai d’autres raisons pour qu’un vin (un vrai !) puisse se trouver dans cette catégorie.)” (tekst pochodzi ze strony vinparleur.net, z artykułu Qu’est ce qu’un « #Vin de France »?, autorstwa Sebastiana Nickel’a.
Trudno to nawet nazwać francuskim Carlo Rossim. Za Carlo Rossim stoi konkret. Tutaj nie wiemy nic. No chyba że uznamy za informację, iż Beauvillon rozlało płyn w Saint Martin lez Tatinghem, a miejscowość ta w Nord Pas de Calais raczej przemysłem i węglem trąci, niż winoroślami.
Jedyny plus to cena, no i duża flacha, litrowa. Płyn prawie czarny, w końcu z węgla powstał i z pewnością plamy po nim długo trzeba będzie prać. Myślałem, że bracia Francuzy poważniej traktują własne wina stołowe. Kwas po granice zakwasu.
Dodaj komentarz