Capçanes Costers del Gravet Montsant Denominació d’Origen, rocznik 2013, w cenie 74,00 PLN za butelkę (0,75), zakupione w w sklepie Marek Kondrat Wina Wybrane (czerwone, wytrawne, szczepy: 15% samsó, 60% garnatxa, 25% cabernet sauvignon ). Wino produkowane i butelkowane przez Celler de Capçanes SC – Katalonia – Hiszpania.
Czy można wymierzyć niezmierzalne? Smak będący doznaniem rzeczywistym, a jednak istniejącym tylko w chwili językiem siorbania, przy gulgotaniu nad kieliszkiem, ciąganiu nosem w poszukiwaniu dymu, lub czereśni? Za chwilę, przecież, już go nie ma i nie będzie, jako że to, co było nie nadaje się do powrotu? Czy można zmierzyć życie? Królem jest dla mnie nie ten autor wiernie (w jego mniemaniu) opisujący jakieś tam napotkane na skraju języka taniny, gdyż wiem, iż wymyśla on dla nas rzeczywistość, która tylko w jego głowie siedzi, a ten, który pod pretekstem opisu wina tworzy wartość dodaną, wracam – bowiem – do jego pisania nie po wino, a właśnie po taką wartość dodaną, niekiedy Sztukę z dużej litery przypominającą, wiedząc, iż życie byłoby nie do zniesienia, gdyby Sztuki w nim nie było. Oprócz tego pisząc sobie te moje recenzyjki para-recenzyjki sam zakładam na łeb szary kapelusz kompromisu, świadomy, że jeśli coś robię, to z pewnością nie tylko o picie wina chodzi, świadomy przy tym, iż czytacze nie wszystko akceptują, bo im cierpliwości nie starcza.
W komentarzu do jednego z wpisów Czytacz zapytał, odnosząc się do sikacza, o którym napisałem: po co pan toto pije? Połączę pytanie ze stwierdzeniem moim, iż jedyną psychologicznie uprawnioną oceną może być: smakuje mi, lub nie smakuje i z dopełnieniem do wniosku prowadzącym, że za dobre uważać mogę to, co mi smakuje, zaś złym jest (dla mnie) to, co odrzucać może. Smak, zaś, ma swoje uwarunkowania, także ekonomiczne i może mi smakować tylko to, do czego miewam dostęp, czyli na co mnie stać, o reszcie natomiast mogę przypuszczać, wierząc, że jeśli mój ulubiony artysta recenzent w Winicjatywie napisał, że coś jest dobre (w domyśle, że mu smakowało), to jest to faktycznie dobre i mogę to następnym polecić, sam nigdy na oczy nawet z daleka nie widząc.
Sikacz też może smakować, jeśli nic innego w pobliżu się nie znalazło, a z różnych względów taki wniosek wynika i wcale o tym pisać nie trzeba. Proszę mi, natomiast, w miarę przystępnie i wiarygodnie wyjaśnić, czym jest „dobre”, czym jest „złe”, naszkicować coś w rodzaju skali, spróbować chociażby, a zgodzę się z tym i będę do przepisów stosował, jeśli znajdą one uzasadnienie w najprostszej logice. Wiem jednak, że nikt mi na to odpowiedzi nie udzieli, więc wołam sobie niekiedy różne takie z wysokości eukaliptusów; a co to, pokrzyczeć nie wolno?
Capçanes Costers del Gravet Montsant D.O. 2013
Dla mnie dobrym jest to, co mi smakuje, a że miewam prostackie upodobania, to i prostacko niekiedy określam, co jest „dobre”, odróżniając – przy tym – ocet od nalewki. Zaś wino w tych dywagacjach, to butelka z apelacji Montsant w Katalonii, otaczającej nieomal zupełnie znaną bardziej apelację Priorat. W pogoni za absolutem, na miarę kieszeni i możliwości dotarcia, należałoby zatrzymać się na dłużej przy właśnie takich winach. Oszczędzę wszystkim opisu tanin, aromatów, kwasowości; koń jaki jest, każdy widzi, jeśli ma kasę i wino zakupi. Mnie smakowało bardzo, chociaż nie polecam, vredit zdorovju.
Dodaj komentarz