Château Barrail Bordeaux, Appellation Bordeaux Protégée, rocznik 2014, w cenie 14,99 PLN za butelkę (0,75), zakupione w markecie Biedronka w Białymstoku (czerwone, wytrawne, szczepy: kupaż). Wino produkowane przez Scea Jean et Fils, butelkowane przez Les Grands Chais de France.
O ile moje wycieczki w Burgundię wracają dość łatwo w pamięci, z trudem przypominam sobie rzadkie wypady w okolice Bordeaux, gdzieś kiedyś dojechałem, chyba aż do Sables d’Olonne, odwiedziłem z pewnością La Rochelle, na krótko dojechałem do Royan i nic mi teraz te wypady nie mówią, natomiast słońce widzę ciągle nad Bretanią, którą szczególnie sobie upodobałem i gdzie sporo czasu spędziłem, pijąc i żyjąc z rysowania karykatur w Saint-Malo, a wtedy każde wino, jakie wpadło w ręce nadawało się do wypicia i nie zastanawiałem się nad tym, czy z Burgundii ono, czy z Langwedocji, czy też z Bordelais. Jeżeli – jednak – miałbym się opowiedzieć, po której stoję stronie stoję we francuskiej smaków wojnie, zawsze skieruję się ku słońcu i odrzucę klasycyzm, mimo że na starość coraz mi bliżej do królewskiego ludu Wandei. Bordosy piję ze świadomością, że o wiele trudniej spotkać gniota z Château w nazwie, a nawet zaczynam co nieco odróżniać je od całej reszty, niestety – zbyt mało pozostało mi czasu, bym mógł się wszystkiego, co trzeba, nauczyć i z taką świadomością zaczynam przyspieszać głodny wszystkiego, co człowiekowi życie jeszcze przynieść może.
Château Barrail Bordeaux AOP 2014
To wino nie jest żadnym arcydziełem, rzekłbym nawet, że może stać się symbolem nijakości i gdyby nie istniały sery, można byłoby bez Château Barrail się obejść. Ser jednak o wspaniałej skarpetkowej woni wymaga popitku bez żadnej znakomitości, a w takim razie najlepszym jest wino nijakie ze standardową gwarancją, iż nie do końca bez sensu będzie, byleby barwę miało czerwoną, klarowną i błyszczącą, a wszystkie nosy czyste i w miarę owocowe. Do tego jeszcze ciało musi mieć średnie, z takim bowiem ser związuje najlepiej swoją woń i pory. To wszystko w Château Barrail mamy, jak również umowny nieco krwawy befsztyk, dopełniony żwirową alejką, przy koncentracji niezłej, kwasowości trochę bez wyrazu w tle i przy niejakiej ziemistości. Beczki tu nie odczułem, tanin też nie za bardzo. Posmak stonowany, jakbym przegryzał brzozowe młode liście. Z camembertem polecam, tym bardziej, że i cena odpowiednia (przypomniałem sobie właśnie, na co mnie rzeczywiście stać). Vredit zdorovju.
Dodaj komentarz