Zrobiłem krótki objazd okolicznych katedr masowej konsumpcji, a także pomniejszych Biedronek. Zbliżają się przysłowiowe ogórki, sezon nie sprzyja kampaniom marketingowym, a więc i to, co zobaczyłem, nie jest zachęcające. Zauważam jakiś trynd we wszystkich napotkanych marketach, z którego wnioskuję, że europejscy (szczególnie zaś włoscy) producenci postanowili uderzyć w najbiedniejszy sektor rynku i wrzucili na rynek wszystkie dostępne zlewki.
Zapowiadana drożyzna zwiastuje trudności w sprzedaży, super snobistycznie i drogo sprzedające się wina nie będą mieć problemów również w przyszłości, bo bogaci pozostaną bogatymi, dobrzy jednak znawcy rynku wiedzą, że najwięcej kasy zarabia się u najbiedniejszych. Stąd prawdopodobnie zalew Primitivo w Biedronkach i to po 17 PLN, podczas gdy niegdysiejsze tanie portugalskie tuzy stały się droższe i upodobniły do masowego standardu wina, którym Amerykanie zarazili świat.
Ze względu na położenie mam dostęp tylko do Biedronki, Lidla, Kauflandu, B1, czy Intermarsza, jako że cała reszta to więcej niż 100 km od mojego siedliska. Faktycznie tylko w białostockim B1 stwierdziłem obecność kilku win ciekawych, już w Ełku jest słabiej, wszędzie zaś coraz więcej Kadarki, Karola Rossiego i win białych i to coraz tańszych. Inna sprawa, że tylko na takie mnie stać, nadrabiam więc miną i czekam na łut szczęścia.
Dodaj komentarz