Wybrałem się w ostatnią niedzielę sprawdzić, czy są już grzyby, w moje ulubione miejsca pod Rożyńskiem Wielkim. Las tam kiedyś rósł przecudnej urody, na wzgórzach otaczających jezioro i grzybów zawsze dla wszystkich wystarczyło. Teraz jednak stanąłem oniemiały. Krajobraz przypomina pustynię z wykrotami po korzeniach i z szałasami gdzieniegdzie, w których prawdopodobnie drwale oczekują końca świata.
Odchodzę więc stopniowo od opisywania flaszek, co nikomu nie jest potrzebne i ostatnim przed odejściem zupełnym spojrzeniem chciałbym ocalić to, co w głowie mojej i szczęśliwe było i pożyteczne. Takim był Festiwal Muzyki Organowej w Rożyńsku i jego organista, takie były grzyby i degustacja wina z ludźmi, którzy już z drugiej strony chmury flaszki degustują. Teraz pozostają tylko wykroty i szałasy zwiastujące koniec mojego świata.
Co się dzieje z naszymi lasami?
Leśnicy z godną podziwu hipokryzją twierdzą, że w ten sposób szykują miejsca pod nowe nasadzenia. Chińczycy zacierają łapki, bo drewno nasze mają praktycznie za frajer. Grzybów, oczywiście, już nie ma i pozostaje upał pod koniec września, i ani kropli deszczu. Wypadałoby wszystko przekląć, na to jednak trzeba siły, a tej już nie staje.
Dodaj komentarz