Z cyklu teksty z antologii.
Zygmunt, mój wspaniały niegdysiejszy przyjaciel o wybitnie rozwiniętym poczuciu humoru, kiedym zaprosił go do odwiedzin na tych stronach, w odpowiedzi przysłał mi takiego maila: „Dlaczego włoskie na początku i lambrusco tak okrężnie opisane? Tempranillo ok, ale szkoda, że nie dali lepszego, np. El Coto Imaz z Rioja za… 68 zł i dlaczego aż 4 osoby do jednej butelki zamiast odwrotnie – wtedy testy są wiarygodne, bo powtarzalne.
Fotki nalepek trochę niewyraźne – lepiej robić przed degustacją… Warto też oprzeć się na ocenach międzynarodowych, np. Parkera i mówić o DOC, Reserva czy Grand Reserva itp. A więc, tak trzymać, pogłębiać i degustacje organizować w Warszawie i w Hiszpanii.”
No więc postanowiłem odpowiedzieć w ramach oficjalnego wpisu, gdyż może to dotyczyć opinii innych gości. Otóż włoskie na początku, bo Włosi są największymi producentami wina i najwięcej tego wina jest w naszych sklepach, poza tym jestem italianistą, czyli z językiem nie mam żadnego kłopotu i mogę informacje czerpać u źródeł.
Co do lambrusco, to fragolino nie jest tym, o czym Zygmusiu myślisz, chociaż w jakiejś części problem dotyczy również Lambrusco, bowiem jest problemem wszechobecnego i wszystko chcącego rozwiązać prawa wspólnotowego (o czym szerzej w innym miejscu). Ha, tempranillo, którem wypił, zostało zakupione z moich osobiście wyłudzonych od Teścia (świeć Panie, nad Jego duszą) pieniążków i nikt mi tego wina do degustacji nie dał.
Otóż ja z gronem najbliższych popijamy sobie po prostu do kolacji i dodaliśmy do tego taki ceremoniał ocen, którym się publicznie na tych stronach dzielimy (zresztą oceniać każdy ma prawo, a ja chętnie takie oceny będę zamieszczać, jeżeli spełnią kryteria przyzwoitości – a skalę ocen „wziąłem” ze znakomitej witryny winicjatywa.pl , mam nadzieję, że się na mnie nie pogniewają). Wino za 68,00 PLN byłoby z pewnością dla nas dobre, gdybyśmy nie należeli do tych 80% społeczeństwa polskiego, których na takie rarytasy po prostu nie stać, dlatego oceniamy to, co dostępne, w cenach masowych.
Zresztą jestem zdania, że rynek ludzi biednych (masowy) jest rynkiem bardziej dochodowym i ciekawszym, ale o tym też w innym miejscu. Fotografie są wyraźne, jeżeli się je ogląda na normalnym kompie, nie na ajpodowskich wynalazkach. Dlaczego nie DOC, Reserva, Gran Reserva i tak dalej – chyba już to powyżej wyjaśniłem, a do Hiszpanii już chyba dojechać nie zdążę… Pozdrawiam, Drogi Zygmuncie.
Dodaj komentarz