Wystrzegam się wymądrzania i filozofowania, staram się publikować kiedyś napisane teksty o winach konkretnych, niekiedy jednak dopada mnie czarna depresja wraz z niemocą totalną. Nie chodzi wcale o starość, mimo lat starcza mi energii i niejedną elektrownię mógłbym energią obdzielić. Chodzi raczej o bezsens. Kierunek, w którym zmierzamy, egoizm, głupota. Zguba nie przyjdzie z zewnątrz, przyjdzie od nas samych, bo w nas jest zalążek zniszczenia.
Konkretnie w winnym temacie. Francuscy winiarze, ręka w rękę z rolnikami, buntują się z powodu współczesności. Zabójczym jest dla nich fakt, że istnieją w świecie tacy, którzy potrafią taniej i lepiej. Nie widzą żadnego problemu w tym, że sami są zbyt drodzy, czyli że zbyt wiele wymagają dla siebie od świata. Rolnicy, natomiast, uznali, że wszystkiemu jest winna Ukraina, jako że produkuje dużo i tanio. Winna jest zatem ukraińska zaradność, a nie brak konkurencyjności we francuskim wydaniu.
Dokąd to zmierzamy?
Ten sam bunt (bez – jednak – winnych producentów) pojawił się w Polsce i w innych krajach Unii. W wielkim skrócie winna jest proekologiczna polityka durnej Unii. Wyjechali na drogi traktorami kupionymi za pieniądze tejże Unii po to, aby powiedzieć, że tejże Unii nie chcą. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem, czego oni faktycznie chcą. Ukraińskiego sposobu produkowania też nie chcą, bo to kołchoz, a oni z kołchozu wyszli pod koniec XX wieku. Szkoda słów.
Dodaj komentarz