Gran Familia Rioja Denominación de Origen Calificada, rocznik blend, w cenie 24,99 PLN za butelkę (0,75), do kupienia chociażby w supermarkecie Leclerc (czerwone, wytrawne, szczepy: tempranillo, graciano). Wino wytwarzane dla Bodegas Castillo de Fuenmayor S.L. i butelkowane przez tę firmę w Haro – Rioja Alta – Hiszpania.
Rozważania wielce intelektualne o tym, które z nich lepszym jest: Ribera del Duero, czy Rioja znajdują zawsze początek i koniec w najważniejszym szczepie hiszpańskim: w tempranillo (a koala kiedyś szczep ten ochrzcił „wcześniaczkiem”).
W Hiszpanii jest to szczep dopuszczony w 38 apelacjach (z czego w 14 apelacjach jako szczep wiodący), czyli w: Alella, Alicante, Almansa, Ampurdá-Costa Brava, Binissalem-Mallorca, Bullas, Calatayud, Campo de Borja, Cariñena, Cataluña, Cigales, Conca de Barberá, Costers del Segre, Jumilla, La Mancha, Manchuela, Méntrida, Navarra, Penedés, Pla de Bages, Pla i Llevant, Ribeiro, Ribera del Duero, Ribera del Guadiana, Ribera del Júcar, Rioja, Rueda, Sierra de Málaga, Somontano, Tarragona, Terra Alta, Toro, Utiel-Requena,Valdeorras, Valdepeñas, Valencia, Vinos de Madrid, Yecla.
Jak więc widać koali życia nie starczy, by wszystkie te apelacje poznać i zrozumieć, oswajając, chociażby po łebkach, różnorodność tempranillo. A może lepszym byłoby Toro, Valdepeñas, czy Penedés?
Czy taki wyścig ma sens? Każda apelacja jest inna. Preferencje tworzą się w nas w praktyce, co to czyni mistrzów, same zaś rozważania przypominają kłapanie dziobem pewnego znanego ogólnie prezesa.
Moje pierwsze spotkania z tempranillo utonęły w beczce niepamięci. Pamiętam tylko oschłość, taniczną wytrawność i dużo drewnianej perfumy. Na szczęście pojawiły się potem także wina młode, dojrzewające bez beczki, z dużym owocem i soczyste, które moje hiszpańskie smaki uratowały, chyba na szczęście, dla potomności. Rozróżniam je stosując skale muzyczne, chociaż można również dopasować wrażenia smakowe do kolorów, jak to się robi przy zgłoskach.
Powtarzam, więc, że Ribera del Duero molowym dla mnie jest winem i melancholijnym, natomiast Rioja stanowczym i durowym. W ogóle w odczuciu w Polsce powszechnym tempranillo kojarzy się przede wszystkim z Rioją i sporo wody w rzece Oja musi upłynąć, a także setki miłośników hiszpańskiego wina przez lata całe pijących edukować naród winny muszą, by bogactwo hiszpańskiej enologii wryło się w naszą świadomość jak Modlitwa Pańska.
Odsyłam, przy okazji, znających angielski do znakomitych uwag o tempranillo pióra Jancis Robinson (tutaj), dziękując rozwojowi, gugielnicy i powszechności sieci, iż tak łatwo do wiedzy wszelkiej można odesłać.
Natomiast Gran Familia Rioja DOC jest blendem roczników starzonym przez 8 miesięcy w piwnicach winiarni Castillo de Fuenmayor. Domyślam się, że z przebranych i skupowanych winogron, z różnych roczników, u wielu producentów. Sygnujący flaszkę rozlewa ją jedynie, a ta potem bryluje po świecie, a ludkowie opisują Rioję jako owocowe bogactwo smaków.
Nie jestem także wcale pewien, czy starzenie przy tej flaszce zachodzi w beczkach, czy, na nowoczesną modłę, w stalowych kadziach, jako że ani skóry, ani beczki w niej nie znalazłem. Znalazłem za to spory owoc. Zatem powiedziałbym raczej, iż jest to Rioja z Nowego Świata, chociaż w jakimś miejscu przeczytałem o jej stylistyce jakoby z Viejo Mundo. Flaszka bardzo mi smakowała, 10 % graciano złagodziło trochę taniczną oschłość tempranillo. I szata była odpowiednio żywa z fioletowym kołnierzykiem, jak trzeba, i drewnianych wiórów na tyle niewiele było, że nie wkurzały, i cena w miarę odpowiednia. Podejrzenie jednak jeży się za każdym razem, kiedy widzę jakąś taką masowość dostępności, jako że wszystko zepsuć może komercja.
Dodaj komentarz