Juhász Egri Bikavér Chroniona Nazwa Pochodzenia, rocznik 2011, bezcenne, jako że uzyskane od samego Lidla w poczęstunku (butelka 0,75 w Lidlu kosztuje 19,99 PLN), (czerwone wytrawne, szczepy: syrah, kadarka, kékfrankos, cabernet franc, cabernet sauvignon). Producent: Juhászvin Kft, butelkowanie: H0053 – Węgry.
Darowanej flaszce przez szyjkę zaglądać nie wypada i należałoby z uniesieniem ją chwalić, chociażby za pamięć. Tym się jednak na rynku blogerskim wyróżnić się pragnę, iż wolałbym zachować dystans pozwalający na wybuchy niekontrolowanego entuzjazmu, oraz na szczerość (niekiedy do bólu). W każdym wypadku wynika to z rzeczywistych wrażeń smakowych, a nie, w żaden i nigdy sposób, z marketingowych zamiarów.
Otóż otrzymany od Lidla Egri Bikavér nie pasuje mi do żadnego szablonu. Nie jest, z pewnością, typową winiawką, lecz nie wiem, czy można umieścić go w kategorii wino, tak więc stwierdzam, że pośród znanych mi byczych krwistych ten jest najmniej byczy i prawie wcale nie krwisty.
Juhász Egri Bikavér ChNP 2011
Z pewnością barwę ma czerwoną, aromatu prawie wcale nie czuję, gdzieś w dali jakieś kwiatuszki, a w drugim dniu cienki dymek. W nasmaku zgaszona mocno kwasowość przypominająca z daleka frankovkę, w śródsmaku płasko i nieustannie kwasowość tejże frankovki, co dziwnym mi się trochę zdaje, bo gdzie podziały się pozostałe szczepy? Płyn nie jest wodnisty, w nim po prostu owoc maleńki, usta wąziutko rozchylone tak, aby schwytać za nogi cień koncentracji. Jeżeli wszystkie juhasy takie stać się mają, czarno widzę przyszłość w Egerze. Posmaku nie pamiętam. Nie polecam. Nie tylko dlatego, że vredit zdorovju.
Dodaj komentarz