Marquês de Borba DOC Alentejo, rocznik 2014, bezcenne, jako że uzyskane od samego producenta (butelka 0,75), (czerwone wytrawne, szczepy: alicante-bouschet, tempranillo (w Portugalii nazywane aragonez, tinta roriz, aragonês), trincadeira, touriga nacional). Producent: João Portugal Ramos – Portugalia.
Znakomita okazja do podróży Online, co bardzo koalę cieszy, fizycznie – bowiem – przemieszczać się trudno, chociażby dlatego, że na starość bolą kości. Na ból kości z pewnością dobre jest słońce, morze, dęby korkowe, w ogóle Portugalia, z którą jakoś nigdy kraj mój nie wojował (aż dziwne), fado (nie wypada nie wspomnieć o kobietach takich, jak Amália Rodrigues, czy Mariza). Nie będę przypominał marketowego i sympatycznego Owada, jako że ten uległ u nas zupełnej polonizacji, co zwiastuje moment wkroczenia polskich klientów do Lizbony, chociaż wolałbym tej chwili nie dożyć. Na ból kości, poza innymi, znakomite jest wino, byle czyste, niefałszowane, bez ziemniaków i bakterii Brettanomyces.
Tak, więc, złożyło się, że uporczywa tęsknota za Śródziemnomorzem zesłała koali butelkę od samego Markiza z Borby, który jakimś trafem zaplątał się w rodzinie kilkakrotnie przeze mnie tutaj przywoływanego mistrza João Portugal Ramosa. Winnice i wytwórnia portugalskiej znakomitości położone są w okolicach Borby, w regionie Alentejo, a wuj Ramosa szczycił się tytułem szlacheckim „Markiza z Borby”, nadawanym od 1811 roku, jednakże wina tam firmowane pochodzą również z Beiry, czy Douro. Kilka razy pisałem tutaj dobrze o moim ulubionym F’OZ, spotkać też na tych stronach można recenzję z samego Marquês de Borba (nazywanego niekiedy flagowcem portugalskich win w ekspansji po świecie), wtedy – jednak – uznałem je za zbyt ostre. Może zły dzień miałem, może umiejętności w opisie nie starczyło? Zobaczymy teraz, przy okazji zmierzę się z butelką pochodzącą od samego producenta, będę – więc – miał okazję sprawdzić, czym różni się takie wino od dyskontowej masówki. Z pewnością wino to jest owocem talentu enologicznego i biznesowego, bardzo dynamicznie poczynającego sobie na naszym rynku, w końcu można je spotkać w Owadzie, a także w ambitniejszych salonach. Zauważam też, że marketingowe starania w wykonaniu producenta z Alentejo są dużo bardziej długoterminowe i uporczywe niż efemeryczny, w sumie, sukces Vallado Tinto, którym pasjonowaliśmy się nie tak dawno temu. Zauważyłem, oprócz tego, pewną stałość w opiniach blogerów na temat Markiza, co świadczy o tym, że firmie João Portugal Ramos zależy na marce w określonym sektorze rynku.
Marquês de Borba DOC Alentejo 2014
Aromat przychodzi po paru godzinach odstania (w ogóle każde wino pić należy powoli, nie jest to łapanie pcheł). Pojawiają się wówczas i dym i skóra w towarzystwie porzeczek i wiśni. Barwa połyskliwa ciemnorubinowa. Koncentracja dobra, usta średnie i okrągłe, w nasmaku gorycz tanin (tempranillo dyktuje warunki), w śródsmaku lekko kwaśna wiśnia i czekolada mleczna, waniliowego masła z beczki nie wyczułem, posmak ziołowy długi. Gdzieś tam pojawiła się nutka anyżku, chociaż – może – przez pomyłkę, może z mojej głowy? Po pierwszym wrażeniu ostrości pojawia się spokój, mimo że stanowczy. Sam mistrz João Portugal Ramos powiada, że wino jest sumą ziemi, na której uprawiana jest winorośl i charakteru osoby, która je stworzyła. Wyobrażam sobie, więc, trochę według kryteriów Hamvasa, mężczyznę z początku nieco wyniosłego i ostrego (w końcu to Markiz), potem natomiast, w miarę wspólnego przebywania, spokojnego, ciepłego, serdecznego, długo – po rozstaniu – wspominanego. Wino absolutnie polecam, przypominając, że dobrze jest pozostawić butelkę otwartą na kilka godzin. Alkoholu, natomiast, osobliwie nie polecam.
Dodaj komentarz