Moonlight Lake Shiraz Australia, za całe 31,90 PLN, do kupienia chociażby w wybieramwino.pl (czerwone wytrawne, szczepy: syrah). Butelkowane po sprowadzeniu do Polski z Australii przez JNT Group, można więc zgodnie z logiką stwierdzić, że jest to wino polskie, z australijskiego robione surowca.
Wielkopowierzchniowe, a zatem z pewnością masowe. W dodatku prawie łódzkie. No, konstantynowsko-łasko-pabianickie, a wiadomo, że w tamtych okolicach syrah rośnie jak na drożdżach. Rocznika nie podano i w zasadzie jedyna pewna rzecz to taka, że flaszka pochodzi z Polski.
Kłopot z flaszkami masowymi przyzwoicie robionymi polega na tym, że są w równy sposób niezłe i dlatego nudne. Smak w nich wypracowany standardowo przez mądre umysły nigdy nie odbiega od przyjętych wzorców. Czyli, jeśli syrah z Australii, to raczej shiraz i dużo słońca, prawie konfitura, barwa niezmącona i ciało okrągłe. Poza tym zupełny brak indywidualności, bo tylko tak można dotrzeć do największej liczby nabywców. Handel, Panie, handel.
Nawet Wielki Makłowicz w tym się zmieścił, pospołu z Kadarką i z shirazem zbieranym na czarno gdzieś nad australijskim jeziorem. Zawartość flaszki, chociaż nudna, pije się wartko i tutaj żadnych ironii nie będzie. Spokojnie, ale ze względu na żadne informacje, co podkreśla brak indywidualności, powinno być dwa razy tańsze.
Dodaj komentarz