Paco by Paco & Lola Navarra Denominación de Origen, rocznik 2013, w cenie 42,50 PLN za butelkę (0,75), zakupione w firmie ViniTeranio (czerwone, wytrawne, szczepy: 50% tempranillo, 50% garnacha). Wino produkowane i butelkowane przez – Bodegas y Viñedos Paco&Lola – Hiszpania.
Groch z kapustą, koalowe poplątanie z pomieszaniem i coraz intensywniejszy ból w czaszce, a wszystko to z powodu ciągłej obłudy, w jakiej przychodzi mi dni dopełniać. Otóż, Szanowni moi Czytacze, wszystko to, o czym czytacie w moim i w innych winnych blogach, powstaje nielegalnie; jako reklama, nawet nie krypto, napojów opisanych w Ustawie o Trzeźwości nie ma prawa uczciwie istnieć i istwienno, ogromnej trzeba odwagi, by w kraju nad Wisłą organizować, chociażby, dla blogerów konkursy w pisaniu o winach, dajmy na to, hiszpańskich. Tego nie wymyśliłby żaden Woody Allen, nie wiem nawet, czy ktokolwiek normalny, zdrowy, średnio uczuciowo stabilny, byłby w stanie pojąć głębokość naszego zakłamania. Ja, zaś, marzyłem, że umrę uczciwy; pies już drapał, że w sztucznie wykreowanej klasie średniej, której zakazano klasowego myślenia.
Zakłamanie, obłuda, rozkrok, w którym ugniatam narządy, a najgorsze to, że wszyscy do tego przywykliśmy i przestało nas dziwić; niektórzy obłudę polubili i z tej miłości domagamy się od blogerów ocen, tak jakby jeden nielegalny napój lepszy miał być od drugiego, a oba – przecież – wynikiem przestępstwa. Kot, co życie całe pił mleko, stwierdza nagle, że tylko kumys jest ważny, a reszta to pomyje. A więc i wino, o którym teraz, jest sprzecznością, w której odbija się koali nerwica i wypada mi wyraźnie stwierdzić, że jeśli koty mleka nie pijają, to żaden Polak w ustach alkoholu nigdy nie miał, chociaż jadąc dzisiaj w śnieżnych koleinach za traktorem z gnojówką we wszystko byłem skłonny uwierzyć. Nawet w to, że Św. Franciszek przyjął ksywkę Paco i wspólnie z niejaką Lolą zaczęli wino pędzić po to, by koala głowę stracił. Koala – natomiast – tak zapatrzył się w oczy Penelopy, że nawet piołunowate tempranillo przełknął, jak budyniowe mleko w chwili inicjacji, a gnojówka spadająca z przyczepy w ogóle nie przeszkadzała.
Tak poznałem Paco & Lola z Rias Baixas. Firma specjalizuje się w produkcji znakomitych Albariño, wina jej są księżycowe (jak sami na stronie swojej twierdzą, cokolwiek to znaczy), mnie zaś przyszło zmierzyć się z po blogersku modnym czerwonym wynalazkiem, powstałym w apelacji Navarra. Wytwórcy uznali, że czerwone wino powinno być męskie, nazwali je więc po prostu Paco.
Paco by Paco & Lola Navarra D.O.
W winie Paco jest 50% tempranillo i 50% garnachy. Ma mocny, wiśniowy kolor z fioletowym refleksem. W pierwszym nosie czerwone owoce. W drugim i trzecim nosie dochodzi do tego dym z wiśniowego drewna. Ten słynny trzeci nos, czyli to, co pozostaje w aromacie na dnie wypitego kieliszka, zwykle mówi mi najwięcej, dlatego przywiązuję doń dużą wagę. Usta średnie okrągłe. Owoc spory. Koncentracja średnia. W nasmaku intensywna kwasowość wiśni, pod koniec śródsmaku pojawia się piołun i orzechowe młode liście. Posmak średni. W tym winie są dwa nie do końca pogodzone wina: pełne owocowe z garnachy i zielone, nieco suche, gorzkawe tempranillo. Nie udało im się do końca ułożyć, chociaż mariaż może być obiecujący. W pewnym sensie Paco przypomina moją rzeczywistość obłudnie ukrytego w wisienkach piołunu. A w tle piersi Penelopy (w wersji z Elegii). A pić nie nada, vredit zdorovju.
Dodaj komentarz