Nie przypuszczałem, że reminiscencje ze spotkania blogerów doprowadzą mnie do filozofii. Docierają do mnie fragmenty z dyskusji na temat stosunków pomiędzy blogerami winnymi i importerami, postanowiłem więc zgłębić zagadnienie, co wywołało proces myślowy prowadzący do Jodi Dean i Theodora Adorno. Kupiłem nawet w Amazonie e-booka z teorią blogowania wspomnianej Jodi Dean i trochę mi się resztka włosów zjeżyła na głowie, sprawa – bowiem – wydawała się (i nadal wydaje) o wiele prostsza.
Filozofowie, przynajmniej niektórzy, uwielbiają tulić w ramionach hipostazy, ja sam skłaniam się do opinii, że istnieją tylko byty konkretne. Czytacze, natomiast, blogów nie szukają u nas ani hipostaz, ani bytów konkretnych, sieć przebiegając w poszukiwaniu informacji, te zaś, za Adornem idąc, nawet jeśli będą najliczniejsze, to pozostaną tylko informacjami, nigdy nie odnosząc się do esencji zagadnień, ani zniżając do myśli samej, a że w czasach żyjemy, kiedy myślenie zbyt wielkim jest wysiłkiem, wysnuwam z tego wniosek, iż mało kto czyta słowa blogera ze zrozumieniem (zresztą nie tylko blogera). Z pewnym smutkiem stwierdzam, świadomy konsekwencji, iż najbardziej odpowiadającym definicji i sytuacji blogowatości samej w sobie i dla siebie jest znany w naszym kręgu blog DTD, czyli współczesności produkt czysty i mało wyrafinowany, tworzony pod wyobrażenia Pana Google’a, czyli przekazujący informacje krótko, nieskomplikowanie, bez cienia myśli.
Definicje blogera są różnorakie, pochodzą z zewnątrz i są tworzone przez samych zainteresowanych, sam skłaniam się do prostej prawdy, że każdy bloger jest autorem, a szczególnym przypadkiem autorstwa jest w naszej kulturze pisarstwo. Bloger jest autorem zmierzającym do pisarstwa i korzystającym ze specyficznych środków, które pojawiły się nie tak dawno i które są częścią postępującej rewolucji technologicznej, ta zaś zmienia mózgi nasze w nieodwracalny sposób.
Tak na marginesie: rewolucja technologiczna doprowadziła do rewolty mas, rewolta mas – zaś – zmienia demokrację we własną karykaturę, lecz o tym w innym miejscu i innym razem. Prus, czy Sienkiewicz byliby blogerami, pisywali bowiem do prasy chronologicznie publikując pisarskie dokonania. Definicja powyższa obejmuje wszystkich blogerów. Nas – natomiast – interesują blogerzy winni, czyli autorzy piszący o winach, co – w zasadzie – mieści wszystko. Autor piszący o winie, jeżeli nie jest uwikłany w związki pracy najemnej, reprezentuje interesy siebie samego, czyli będąc zwykłym klientem sam kupuje wino, o którym pisze.
Autor pracujący dla importera jest, po prostu, pracownikiem takiego importera, co zwykle w prosty sposób i otwarcie wyjaśnia, a więc – prawdopodobnie – zarabia na życie chwaląc, lub szkalując . Importer, poza tym, sam może mieć czas i talent i być blogerem, nie musi więc innych blogerów wykorzystywać, co zresztą jest najuczciwsze.
Przedsiębiorca bloger winny
Żadna w tym polityka, żadne sekrety, Parker w karierze swojej wystarczająco jasno wyznaczył etyczne granice. Nie ma o czym dywagować. O winie pisać można w sieci, lub nie, interesujące nie jest wino, lecz to, w jaki sposób podając informację zmusić do myślenia tak, by prosty czytacz w krótkiej formie nie był ogłupiany. Problem jest kluczowy i – szczerze mówiąc – wyznaczać będzie przyszłość naszego świata, jeżeli ten przetrwa. Wracamy, więc, do filozofów, do myśli, do hipostaz, a tym, którzy nie cierpią myśleć, doradzam kawałek imbiru na ząb co rano. I to by było na tyle.
Dodaj komentarz