Uwielbiam podkreślanie niezwykłych właściwości wina dobrego i snobistyczne wciąganie oponki na myśl samą, iż istnieją tacy inni, co to napawają się zaletami taniego sikacza w Niedronce.
Znam takich, którzy mlaskają z rozkoszą, jeśli im się pochodzenia flaszki nie przedstawi, a kiedy dowiedzą się, że tylko 15,00 PLN kosztowała, natychmiast tracą zainteresowanie i smak im się jakoś rafinuje. Takie smakowanie otoczki oparte na galarecie zamiast kręgosłupa.
Snob winny potrafi się zachłysnąć myślą samą, co byłoby gdyby, ale zwykle takiego gdyby uświadczyć nie może i pije, co popadnie, z półki jak najniższej. Wypowiadając się toczy pianę o niebotycznych zaletach flaszek ze słynnych winnic, których sam nigdy nie skosztował i liże pośladki redaktorom ze znanych pierdodyków, jeśli tylko zamieszczą cośkolwiek w komentarzach. Niekiedy mam wrażenie, że całe nasze winne życie obraca się wokół snoba, a cała reszta nie ma żadnego znaczenia.
Snobowanie z winem dobrym.
Tym objawia się moja depresja, iż sam snobem będąc odtrącony zostałem od żłoba i ciężko mi z tym, i głupio. Ambiwalentny stosunek do sławy, objawiający się chceniem w rywalizacji ze strachem powoduje, że hipokryzją przepełniony godzenie sprzeczności nazwałem dialogiem i stwierdziłem sam sobie i dla siebie, iż świat się z tym zgodzić powinien. Potem pojawił się taki W.B., dał mi kopa w tyłek i za każdym napisanym słowem zmusza do plucia. Pluję zaś nie dobrym winem, a jego brakiem, w ogóle.
Dodaj komentarz