Wino dobre, wino złe. Niektórzy głoszą przedziwne teorie na temat wina dobrego i wszystko, co masowe, czyli przemysłowe, nazywają złym. Przy okazji poszukiwań w Sieci znalazłem taki tekst o winie i filozofii, którego autorem jest Magdalena Krasińska, a który, w zasadzie, odnosi się do Rogera Scrutona.
Można przeczytać ten tekst tutaj. Wino jednak, o którym w tym tekście mówimy, staje się współcześnie produktem wyjątkowo rzadkim.
Ja natomiast odnoszę się do tego, co mnie bezpośrednio dosięga, czyli do flaszek dostępnych, a te według niektórych nie zasługują nawet na nazwę wino i z pewnością nie można ich nazwać dobrymi. W myśl tej teorii, bliskiej Nossiterowi, wino dobre to terroir, niewielka produkcja, oczywiście naturalna, czyli rzemiosło, w żadnym wypadku przemysł. Co więc można powiedzieć o zasobach z Saint-Émilion, gdzie winnice mają po setki hektarów i chociażby z tego powodu potrzebują przemysłowej obróbki?
Takie wina, przypuśćmy, że istnieją, a jeśli tak, to za ceny powodujące zawroty głowy. Z pewnością tak zwany zwykły człowiek nie ma do nich dostępu. Głoszenie wszem i wobec ich najwyższej dobroci jest aktem klasowym, krzykiem arystokraty „won chamstwo od prawdziwego trunku”. Odepchnięciem całej reszty do kategorii „czarnej dziury„, w której kłębią się amatorzy win z supermarketów, złych „ex definitione„.
Kiedyś mogło być tak samo z, dajmy na to, kiełbasą. Nie było ogromnych rzeźni, ludzie bili na swoje potrzeby i wędliny produkowali we własnym zakresie. Świat zmieniał się i takie robione dla siebie po wsiach wędliny stały się najwyższą wartością smakową, a całą codzienną resztę kupujemy w sklepach i nie wiemy, co do nich wsadzono. Z winem chyba jest podobnie. A przynajmniej będzie. Jeśli świat przetrwa, trudno będzie ekonomicznie produkować w naturalny i tradycyjny sposób, pozostanie przemysł i szeroka sieć dystrybucji.
I paru arystokratów, którzy głosząc naturalność i rzadkość występowania przy okazji win w ich mniemaniu dobrych, na co dzień będą kupować flaszki w pobliskim markecie, bo na inne ich stać nie będzie. Być może pozostanie wspomnienie smaku, podobne dziewiczej niewinności, do wyszukania w kilku klasztorach i to też nie całkiem będzie pewne. No i ogniste recenzję w paru periodykach przypominających muzea.
Wino dobre, wino złe
Dodaj komentarz