Cień optymizmu nie zmienia ogólnej postawy. To wszystko można o kant d… potłuc, tyle znacząc, co nic. Usadowieni w systemie jako jego trybik nie możemy poznać o nim prawdy, bo tę znać może tylko ten, co poza systemem i nie ma żadnego znaczenia, jak go nazwiemy. A talibanowi wcale nie chodzi o poznanie Stwórcy, ani też o posłuszeństwo wobec jakichś nakazów. Prawo talibanu ma przestraszyć, co z pewnością ułatwia manipulację. Wszystkie te dyktatory na krótkich nóżkach, mędrcy z przeszłością hippisów, wredne grube baby, którym nikt dobrze nigdy zrobić nie zdołał, wszystko to walczy o byt doraźny, o chlebek z masełkiem i wcale nie dba o wyższe uzasadnienia. Czy o jakąś tam empatię.
Tymczasem rynkowe zawirowania sprawiają, że hiszpańscy bracia postanowili uwolnić miejsce w piwnicach i za grosze w świat wypuścili wina dostępne teraz za 13, 14, 17 PLN w różnych marketach, których nazwy nie wypowiem, coby nie być o kryptoreklamę posądzony. Różne Diego de Almagro, Valdepeñas, i inne za takie piniendzy. I powiem, że wcale nie najgorsze. Sącząc je łatwiej wytrzymać śródziemnomorskie nowiny, czy też doniesienia spod Chersonia. O redachtorach z TVP nie wspominając.
Zmierzch talibanu, czy tylko pozory?
Moje rozliczne pochwały autorytaryzmu nigdy nie zamierzały schlebiać kretynom. Aby rządzić trzeba myśleć, mieć talent, wyobraźnię. Walka z wiatrakami, albo jak kto woli, z flaszkami problemów wcale nie rozwiąże, a tak się jakoś składa, że taliban sprzyjając abstynencji zawsze i wszędzie znakomicie obsługiwał bomby. Te, co zabijają. Natomiast pijanice na wzór Szwejka zawsze takie bomby rozbrajały. Muzykę komponując. Wiersze pisząc. Pieśni intonując.