Czekając na piątkową degustację kilka słów chcę poświęcić niebezpieczeństwom. Otóż kilkanaście godzin temu smakowa pazerność skazała peterburskiego biznesmena na pasmo kłopotów (nie będę dywagował, czy żyje on jeszcze i gdzie). Zechciał posmakować, a o ile wiem, smak miał wielce wyrafinowany. No i zamówił skrzyneczkę z flaszkami wina. Nie zgadniemy nigdy, jakie to były flaszki, rozbiły się w drobny mak pod Twerem, ale za wspomnieniem Reddingtona śmiem twierdzić, że mogło wśród nich być pyszne aglianico, coraz modniejsze w pewnych sferach.
Przy okazji po całym świecie rozlano hektolitry hipokryzji, jako że nie tylko car jest hipokrytą i oszustem. A Żenia, jak to Żenia, podobno pojawił się w Afryce, a nie zdziwię się, kiedy pewnego wieczora, jeśli dożyję, w amerykańskiej TV puszczą wywiad ze znanym wśród agentów CIA, NCIS, FBI i tak dalej koneserem wina i win wszelakich. Może nawet będzie to już po odbiciu Krymu.
Nasuwają się automatycznie myśli na temat względności zła i łatwości kreowania osądów, zapominając, że wszystko zależy od temperatury siedzenia i otoczenia. Reddington jest moim ulubionym fikcyjnym bohaterem, co do Żeni postanowiłem się nie wypowiadać, ale fikcja miesza się i tak z rzeczywistością, która staje się coraz bardziej nieprawdopodobna. Pozostaje jeden stały element, hedonistyczne upodobanie do życia i jego smaków, a to działa wszędzie, w Petersburgu, Twerze, Afryce, czy w Kijowie. Podejrzewam, że wiele nam jeszcze przyjdzie zobaczyć.