Familia Comenge Biberius Roble Ribera del Duero Denominación de Origen, rocznik 2016, w cenie 36,00 PLN za butelkę (0,75), zakupione w firmie ViniTeranio (czerwone, wytrawne, szczepy: tempranillo. Wino wyprodukowane i butelkowane przez – Comenge Bodegas y Viñedos – Hiszpania.
Zaoferowano mi kiedyś całą serię win z Ribera del Duero od wytwórcy Comenge. Rozpoczynam od Biberiusa, czyli Cesarza Tyberiusza nazwanego Moczymordką, bo tak się – w zasadzie – tłumaczy to łacińskie słowo, które ja pieszczotliwie zdrabniam rzucając jednocześnie okiem na to, co Don Kiszot ukryty w Krasnalu Laudaño wraz ze swoim Sanczo Pansą Krasnalem Antonio Pięknookim wyprawiają, aże mnie ciarki po plecach przechodzą.
Nad nimi w eukaliptusach skacze rozbawiony koala, ale mnie wcale do śmiechu nie jest, tak jak Rosynantowi, szkapie wyraźnie zmęczonej histerycznymi dokonaniami sprawiedliwej kompanii. Otóż Moczymordka-Biberius zagustował w iberyjskich winach i mocno je sobie popijał, aż legioniści przylepili mu na wieki etykietkę, dzisiaj naklejaną na butelki. Otóż hiszpańska narodowa donkiszoteria przefrunęła Pireneje i zatrzymała się na Żoliborzu, gdzie spiknęła się z cwaniaczkami z Pragi i Świerklańca, którym wydało się, że dobrze zrozumieli historyczne uwarunkowania Caudilla i że myśl społeczną jego głęboką uda im się nad Wisłę przeflancować po to, aby z z historii wyrosła histeria, tam bowiem i Paw i Papuga.
Ale do wina wracając, Rosynant pod Donem Kiszką się skręca, jako że też dziób zamoczyć by pragnął, natomiast Krasnal Antonio, nie bacząc na pohukiwania pewnej nienadobnej Profesórki, co to świat z alkohonihilizmu zbawiać by chciała, zlizuje ostatnie krople iberyjskiej ambrozji i o następne butelki się upomina. O czasy, o napoje, o opoje, co wokół mnie się mnożą…
Familia Comenge Biberius Roble Ribera del Duero D.O. 2016
Tak więc tylko wino zachowuje sens, a Biberius od Comenge w wersji Roble zawiera arcysens i pić go można, zaiste w nieskończoność, nie dbając o podobieństwa histerycznych losów obu wspaniałych narodów. Zrozumiał to koala, ale przegiął i uciekł w eukaliptusową puszczę, powoli dociera to i do mojej świadomości wraz z aromatem czarnego bzu i liści pomidorów, jako wyniku zastosowania specyficznych drożdży przy fermentacji tego wina. Ależ ono się pije! ¡Olé!
Przy średniej strukturze znakomita koncentracja i owoc tak wielki, jak ego Krasnala Laudaño. Nadal soczystość, nadal słońce, nadal radość. Na szczęście jeszcze żyjemy. No, ale flaszki nie polecam, bo przecie vredit zdorovju.